Wpisz słowo kluczowe i wciśnij enter

Babcia Ela i Dziadek Wojtek!

Babcia Ela i dziadek Wojtek! Zawsze na miejscu, zawsze pomocni i uśmiechnięci, nie odmawiają w potrzebie, wezmą na ręce, nakarmią, a nawet zmienia pieluchę. Rozpieszczają, pozwalają na wszystko. Ich dom zawsze stoi otworem, nie są fałszywi ani niesprawiedliwi, z ich zdaniem można się liczyć, choć nie trzeba i nie ma w tej kwestii żadnego problemu. Ogólnie dziadki, takie jak to powinno być. Za kilka lat będą ulubionymi osobami z którymi Patryk będzie chciał spędzać czas, a my rodzice będziemy „prostować” to, na co Ela i Wojtek pozwalają, choć tak naprawdę nie powinni. Dziadki są po to, by rozpieszczać, a rodzice by wychowywać. Już teraz można zauważyć, że Patryk z babcią Elą dogaduje się bardzo dobrze. Babcia ma ogromne pokłady cierpliwości i zajebiste podejście do dzieci. Dziadek Wojtek, to taki „duży” człowiek i póki co, chyba troszkę boi się brać młodego na ręce, mimo że ten skończył już cztery miesiące. Chyba obawia się, że połamie Patryka, gdy go tylko chwyci, jednak prawda jest taka, że Patryk nie jest z porcelany i cieszy się na widok swoich dziadków. Da się zauważyć zmianę nastroju na lepszy, gdy dziadki są w jego polu widzenia i nie ważne czy to babcia czy dziadek. Oliwia już teraz nie może bez nich żyć, odrabia lekcje z babcią bo ja, niestety nie mam głowy do niektórych przedmiotów, szczególnie ścisłych. Ciekawe jak to będzie za kilka lat? Powtórka z rozrywki? W sumie nie mam nic przeciwko…

Świat się kręci wokół Patryka!

Kolejny filmowy akcent! Tym razem film przedstawiający wszystko, to co w życiu młodego jest chyba najważniejsze. Rodzice, wózek, wyro i zwierzaki. Zabrakło tylko jego siostry. Ta przebywała akurat u babci więc w tym konkretnym przypadku nie udało się nagrać rozbrykanej nastolatki, a szkoda. Na bank będzie jeszcze nie jedna okazja! Będę na nią polował, bo według mnie, poniższy film należy do jednego z najlepszych moich dzieł. Na początku chciałem nagrać, jak to młody zaczyna konsumować swoje kciuki, wręcz całe ręce, ślini się przy tym niesamowicie. Gdy zacząłem nagrywać doznałem olśnienia. Zaświeciła się „żarówka”, przyszła idea, pomysł i koncepcja. Połączyłem pierwotny koncept z nagłym impulsem. Dzięki temu wyszło jak wyszło, mi podoba się niesamowicie! Sam oglądałem ten film już kilkanaście razy. Jakoś jeszcze nie mam dość. Ciekaw jestem czy Wam również przypadł do gustu materiał filmowy? Będzie on niezapomnianą pamiątką, gdy młody troszkę podrośnie. Już nie mogę doczekać się jego reakcji, miny jak zobaczy swoje początki, będąc już w miarę dużym, kumatym chłopakiem…

Mniej tekstu za to więcej mediów

Jako, że w końcu zaczynam pracę, to nie będę miał aż tyle wolnego czasu, co przez ostatnie kilka miesięcy. W związku z tym, wpisy na blogu, też będą pojawiać się rzadziej, ale jak to mówią „dla chcącego nic trudnego„! Łatwiej jest zdobić zdjęcia lub film, niż pisać długi tekst opisujący, w miarę dokładnie, to co się u nas dzieje. Myślę, że zanim przywyknę do nowej pracy, ogarnę wszystkie zagadnienia, przestanę się stresować i wejdzie mi to wszystko „w krew”, minie pewnie miesiąc czasu. Nie pozwoliłbym, aby przez ten miesiąc zupełnie odpuścić bloga. Miesiąc w rozwoju małego Patryka, to jednak sporo czasu, przynajmniej na tym etapie życia. Chyba nikt nie obrazi się jak przez trzydzieści dni, na blogu pojawiać się będzie więcej mediów niż tekstu? Prawda jest też taka, że na swoim dysku mam już trzy gotowe filmy, a tworzę je na pamiątkę, nie po to by zbierały wirusy. Fajnie wyszły, dlatego ich miejsce jest tutaj, na stronie! Osobiście lubię tego typu materiały, czasami ogląda się z większym zaciekawieniem niż czytanie kolejnych opisów jakichkolwiek perypetii związanych z rozwojem dziecka. Mam nadzieję, że podzielacie moje zadanie…

Kolejne szczepienie Patryka

Minął kolejny sądny dzień dla Patryka, ale również i dla nas. W trzecim miesiącu życia młodego zaplanowane mieliśmy, drugie już szczepienie u pediatry. O pierwszym szczepieniu pisałem TUTAJ. Razem z żoną dobrze pamiętamy to, co działo się sześć tygodni temu przy okazji szczepienia, dlatego nie będę ukrywał, że obydwoje bardzo obawialiśmy się tej wizyty. Wbicie igły w nogę to trauma dla niejednego dorosłego człowieka, a co dopiero dla trzymiesięcznego bąbla. Do tego, tym razem do wszystkich obaw doszła złość na panią pediatrę oraz dość duży „wkurw”, wręcz pogarda dla pani pielęgniarki, którą już wcześniej nazwałem „robot model Helga”. Określenie dość zabawne, ale idealnie oddaje zachowanie osoby, która pracuje z dziećmi, a więc powinna mieć choćby wyuczoną jakąś empatię dla małych pacjentów, ta natomiast była zimna jak królowa śniegu, bez emocji wykonywała swoje, plącząc się we własnych „zeznaniach” niczym świeżo upieczona praktykantka. Natomiast pani pediatra wykonywała swoją pracę w przerwie między piciem kawy, przeglądaniem na telefonie Facebooka i telefoniczną rozmową z psiapsiółką. Nie trzeba mieć szczególnie rozwiniętej wyobraźni, by wiedzieć, że taki sposób wykonywania obowiązków wart jest tyle, co zeszłoroczny, żółty śnieg!

To już trzy miesiące!

W najbliższy piątek miną trzy miesiące od tego pamiętnego dnia, kiedy młody przyszedł na świat! Normalnie trzy miesiące to kupa czasu, ale z Patrykiem te dni minęły jak z bicza strzelił. Wszystko to, co działo się dnia 01.01.2016 o godzinie 04.33 pamiętam, jakbym przeżywał wszystko w dniu wczorajszym. Tyle się działo, tyle zmieniło, że trudno wszystko opisać w jakiś spójny i zrozumiały sposób. Młody przez ten krótki okres czasu urósł 15 cm oraz przytył prawie 3 kg, czyli prawie podwoił swoją urodzeniową wagę. Jak to pan doktor mówi „Elektrolux”. Przeszliśmy przez kolki, zaparcia, znaczące obniżenie produkcji mleka, dwa szczepienia, nocne spacery, gdy nie mógł spać i te dni, w których nie można było Patryka dobudzić. Mamy za sobą pierwsze czopki w tyłku, kąpiele, święta, nieprzespane nocki, ogromne zmęczenie a także kryzys psychiczny i fizyczny. Ile jeszcze przed nami? Wszystko wyjdzie w praniu, a tymczasem mały przegląd zdjęć zaczynających się od samego urodzenia do dnia dzisiejszego. Ciekawe, czy zobaczycie na tym filmie, jak ten mały bąbel urósł, jak się zmienił? A może, tak jak ja, nie zauważycie różnic? Dajcie znać w komentarzach!

Kilka fotek z ostatnich dwóch tygodni

Tata idzie do pracy!

Czasami zastanawiam się, czy ktoś w ogóle czyta te moje wypociny o Patryku? Statystyki pokazują, że tak i że z każdym dniem czytelników jest więcej, ale czy można tutaj mówić o czytelnikach, czy może bardziej o odwiedzających? W sumie bloga prowadzę głównie dla siebie, a w przyszłości również dla młodego i całej naszej czteroosobowej rodziny, niemniej jednak miło wiedzieć, że ktokolwiek interesuje się tym, co u nas słychać. Jeśli znalazłaby się choć jedna osoba zainteresowana postępami młodego, to na bank zastanawiałaby się, dlaczego od dwóch tygodni na blogu nie pojawił się żaden nowy wpis? Sam lubię czytać blogi rodzinne, szczególnie te dziecięce, za to nie lubię, gdy ich autorzy nie dbają o swoja stronę, nie piszą regularnie czy też piszą o wszystkim, lecz nie o tym, o czym powinni, biorąc pod uwagę pierwotną tematykę ich bloga. Jeśli ktoś śledzi moje wpisy to wie, że nie mam zamiaru pisać o kulinariach czy przeprowadzać jakieś śmieszne testy. Moje opinie na temat różnych produktów, to tylko opinie, a nie testy. Piszę głównie o moim synu i wszystkim, co związane jest z nim. Teraz mam zamiar napisać troszkę o sobie, wyjaśnić, dlaczego tak długo nic nie opublikowałem, a przyznać trzeba, że wielkimi krokami zbliżają się zmiany, które dotyczą głównie mojej osoby, lecz będą miały rówież ogromny wpływ na mojego syna. 

Elektryczny sterylizator parowy Canapol Babies

Będzie to mój trzeci opis urządzenia, które może bardzo ułatwić życie wszystkim rodzicom. Po laktatorze i podgrzewaczu przyszła pora na sterylizator parowy firmy Canapol Babies. Urządzenie bardzo proste w działaniu, jak również obsłudze. Na temat steryliatorów powstało wiele mitów. Można też znaleźć sporo przeciwników tego typu sprzętu, ale chyba coraz więcej osób przekonuje się do zalet oraz wygody, jaką daje sterylizator w jakiejkolwiek postaci. Nadmienię, że w sprzedaży dostępne są chyba dwa podstawowe rodzaje urządzeń, pomagających odkazić wszelkie butelki, smoczki, łyżeczki. Pierwszy z nich to opisywany przeze mnie elektryczny sterylizator parowy, natomiast drugi to sterylizator mikrofalowy. Różnice cenowe między tymi dwoma rodzajami są dość duże. Elektryczny to wydatek ponad 100zł a porowy kosztuje około 50zł. Jaki więc wybrać? No cóż, wszystko zależy od tego, ile mamy gotówki w portfelu oraz oczywiście od poziomu wygody użytkownika. Ja postawiłem na sterylizator elektryczny. Jako że ufam marce Canapol Babies to też wybór był oczywisty. Dodatkowo Canapol Babies ma stosunkowo niską cenę jednostkową, bo około 130zł. Dobry jakościowo, popularny, zarazem drogi Philips Avent potrafi kosztować nawet dwa razy więcej od sprzętu Canapola . Jeśli chodzi o jakość, uważam, że te dwie firmy są zbliżone do siebie. 

Pamiętaj, abyś dzień święty, święcił!

Kolejna niedziela już za nami. Nie była to jednak zwykła niedziela, lecz wyjątkowa. Jakby tak przeanalizować kilka ostatnich tygodni, to takich niedziel jest coraz więcej. Ba! Ostatni miesiąc albo nawet dłużej, praktycznie każda niedziela jest inna niż pozostałe sześć dni tygodnia. Nie, żebym narzekał, wręcz przeciwnie, bardzo się cieszę, że choć jeden dzień tygodnia jest w miarę łatwy a przez to wyjątkowy. Chciałoby się takich wyjątkowych dni więcej, jednak z drugiej strony w życiu nie może być zbyt „cukierkowo”, bo wtedy człowiek nie doceniłby tego, co ma. Co sprawia, że ostatnie kilka niedziel było inne niż każdy następny dzień tygodnia? Ano fakt, iż mały Patryk, który zazwyczaj wymaga wiele uwagi, w niedzielę nie robi praktycznie nic poza jedzeniem i spaniem. Czasami to nawet je w czasie snu, a gdy już naje się do syta, wystarczy poczekać chwilę na „beka” i zwyczajnie odłożyć go do łóżeczka. Ten nawet nie drgnie, nie stęknie i nie wyda z siebie najmniejszego pisku. Po prostu je, beka i śpi, niezależnie czy jest na rękach czy w łóżeczku, dzieciaka „nie ma”. 

Mała, wielka zmiana diety!

Minął już ponad tydzień, od kiedy po raz ostatni opublikowałem jakiś wpis. Przyznam, że jak na moje możliwości i początkowy plan jaki sobie założyłem, jest to spory kawał czasu. Obiecałem sobie, że co najmniej raz w tygodniu „coś” napiszę, a jeśli będzie się dużo działo, tak jak pod koniec lutego i będę miał wystarczającą ilość czasu wolnego, to wpisy będą pojawiać się częściej. Niestety, początek marca obfitował w same negatywne emocje, zmęczenie, brak chwili dla siebie oraz ogólną niechęć do pisania czegokolwiek o czymkolwiek. Jak wspomniałem, krótka, tygodniowa przerwa była spowodowana całkowitym brakiem czasu oraz faktem, że właściwie od pierwszego marca, cała nasza rodzina żyła tylko jednym problem związanym, oczywiście, z Patrykiem. Problem ten skutecznie zabierał nam wszelki dostępny czas wolny, nieliczne chwile odpoczynku, a także snu. Dało się we znaki nie tylko nam, rodzicom, ale również, a może przede wszystkim, Patrykowi. Zastanawiacie się, co było tym, jakże wyolbrzymianym przeze mnie problemem. Otóż wyjaśniam, że w moich rozważaniach nie ma ani krzty przesady, lecz po prostu same fakty, a chodzi właściwie tylko o kolkę niemowlęcą. Można by rzec, że każde dziecko ma problem z kolką, no i ok, młody w tej sytuacji nie jest osamotniony, ale chyba jak wszyscy rodzice chcieliśmy ulżyć mu w bólu, sprawić, by kolki były słabsze i występowały z o wiele mniejszą częstotliwością. W związku z tym, prywatnie pojechaliśmy po pomoc do bardzo dobrego pediatry, po konsultacje medyczne oraz radę na skuteczny plan dalszego działania, w celu zmniejszeniu dolegliwości u młodego.